Follow our profiles:

Bratrstvo Luny – Carpe Diem

10665257_10152803174600802_7016786373379371663_n

Tyle jeśli chodzi o otoczkę wizualną, bo muzycznie jest już bardziej niż oryginalnie. W muzyce grupy mniej jest odwołań do muzyki dawnej, które były widoczne  przede wszystkim na debiutanckim albumie. Jej echa wciąż jednak pozostały, np.  w refrenie „Carpe Diem Corporation” czy w grze gitar w „2084?”  – w tym ostatnim przypadku ich liryzm świetnie kontrastuje z elektronicznym beatem.  Właściwie słowo „kontrast” można odnieść do całości muzyki zaprezentowanej na albumie – z jednej strony wszechobecny liryzm,  z drugiej strony mnogość nowoczesnych, elektronicznych akcentów połączonych z motoryczną grą gitar.

[halobox105]

Weźmy chociażby „Mezi sfingami” – rwane riffy gitar są zestawione z natchnionym wokalem Maestro Xpila, motywami orientalnymi, i refrenem, którego melodyka i aranż przywodzi na myśl… rock lat siedemdziesiątych. W „Promenadach Chimer” te akcenty są rozłożone trochę inaczej – pulsujący, miarowy bas (gitara+elektronika) ustawia właściwie cały utwór w bardzo ciekawym, marszowo-transowym klimacie (który potęguje ciężar gitar).

Utworem, który zdecydowanie wyróżnia się na tle całości jest „451° Fahrenheita” – najkrótszy na płycie (nie licząc intra „Carmina I/IX”) i najszybszy zarazem, o zwartej, piosenkowej strukturze. Nie dziwne, że został wybrany na singiel, bo jest to bardzo przebojowy numer i jak cały album jest świetnie zaaranżowany (warto zwrócić uwagę na kobiece wokale). Zastanawiam się, co by się stało, gdyby Bratrstvo Luny częściej nagrywało takie zwarte, przebojowe kompozycje, rezygnując  z bardziej rozbudowanych, epickich form, które dominują na płycie? Może ten utwór wyznaczy dalszy kierunek rozwoju zespołu?

[yframe url=’https://www.youtube.com/watch?v=l0YqFDf5KkM’]

Scroll to Top