
Niedawno ukazało się nowe wydawnictwo włoskiego projektu Diskonnekt, który miał okazje zaprezentować jego siłę rażenia na koncercie we Wrocławiu. Trwa ono 27 minut i nosi tytuł „La Morte del Sole”. Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem podczas słuchania tego materiału, jest jego gęstość i złożoność produkcyjna. Dzieje się tu naprawdę dużo na wielu warstwach, więc nie jest to typ Dark czy Harsh Electro, które można traktować jako muzykę w tle. Oczywiście nadal da się przy tym tańczyć, ale pozostaje to materiał bardzo intensywny i wymagający uwagi.
Tutaj można posłuchać pełnej recenzji po angielsku:
Diskonnekt to typowy projekt Harsh/Dark Electro — mamy jednego producenta lub klawiszowca (nie jestem pewien, jak rozwiązują to na żywo) oraz jednego wokalistę, więc jest to duet.
Pierwszy utwór nosi tytuł „Piombo”, co — jak sądzę — oznacza „ołów” po włosku. To bardzo gęsty i ciężki kawałek, w którym dużo się dzieje. Pojawiają się tu złowieszcze, rolandowskie brzmienia typu supersaw znane z techno lat 90., świetnie dobrane sample oraz bardzo piękne, niepokojące piano na końcu. Ten utwór sprawił, że chciałem bardzo uważnie przesłuchać całe EP.
Jedną z rzeczy, które zauważyłem na przestrzeni całego wydawnictwa, jest to, że ten typ muzyki znajduje się gdzieś pomiędzy bardziej rytmicznym, tanecznym europejskim Harsh/Dark Electro a innymi stylami. To tylko moja teoria, ale porównując amerykański i europejskie dark electro — a także scenę meksykańską, która wydaje się z nimi mocno powiązana — różnice są wyraźne. Amerykańskie zespoły, takie jak Dawn of Ashes czy Psyclon Nine, często zawierają wolniejsze fragmenty przypominające przesterowany dubstep. Czasami używają nawet gitar, co zbliża brzmienie do metalcore’u. Europejskie projekty, jak Suicide Commando czy Combichrist, skupiają się raczej na tempach średnich lub szybkich, bardziej tanecznych, z mniejszą ilością wolniejszych momentów. Moim zdaniem Diskonnekt łączy wszystkie te podejścia. Są tu ciężkie, wolniejsze fragmenty i slamowe dropy, ale jednocześnie muzyka pcha słuchacza prosto na parkiet. To duża zaleta. Kolejną jest jakość produkcji — stoi ona na bardzo wysokim poziomie.
Jeśli chodzi o wokale, są one dość standardowe dla Harsh/Dark Electro i zapewne dobrze znane czytelnikom Halotana. Uważam jednak, że materiał mógłby zyskać, gdyby były one nieco mniej przetworzone. Zakładam, że wokalista ma bardzo mocny, agresywny głos i nie potrzebuje aż tak dużej ilości przesteru i efektów. Nie chodzi mi o całkowicie surowe brzmienie — jak w niektórych ekstremalnych przypadkach — ale na przykład w zespołach takich jak Alien Vampires czy Hocico, albo w polskim H.Exe z wokalistą Odo, wokale są przetworzone, a mimo to wyraźnie słychać ich charakter i siłę. Moim zdaniem wokalista Diskonnekt również ma bardzo dobry, profesjonalny głos i chętnie usłyszałbym go bardziej na pierwszym planie, z nieco ograniczoną ilością efektów. To właściwie moja jedyna poważna uwaga krytyczna.
Kolejnym minusem jest długość EP — tylko 27 minut. Owszem, to już niemal długość albumu, a sama muzyka jest bardzo gęsta i intensywna, więc nie sprawia wrażenia krótkiej, jednak moim zdaniem materiał spokojnie mógłby zostać wydłużony o dodatkowe 10–15 minut. Niektóre utwory mogłyby być też dłuższe, szczególnie „Realtà a circuito chiuso”, które ma duży potencjał parkietowy i aż prosi się o rozciągnięcie tych tanecznych, bardziej transowych momentów. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce usłyszymy o kolejnych wydawnictwach i koncertach Diskonnekt.



